Skok na głęboką wodę.


Wydarzenie, które zmieniło moje podejście do świata... ludzi... 
Dwa lata temu na wakacjach, zostałam zachęcona przez znajomego księdza, do bycia wolontariuszem na dwutygodniowych wczasorekolekcjach z niepełnosprawnymi. Myśli były różne. Do ostatniego momentu byłam niezdecydowana a raczej ku odpowiedzi - NIE. Tak naprawdę nie wiedziałam co może mnie tam czekać i na czym polega bycie wolontariuszem. Nigdy nie miałam styczności z osobami niepełnosprawnymi. Pewnie jak większość ludzi,  spoglądałam na nich z lekkim przerażeniem czy współczuciem myśląc sobie - kurcze, podeszłabym ale.. boję się, po co w ogóle miałabym to robić, niepełnosprawności mu nie odbiorę a może przez przypadek nieświadomie czymś urażę. Dobrze, wracając - odezwałam się dwa dni przed wyjazdem do osoby z mojej miejscowości, którą znałam jedynie z widzenia z zapytaniem czy warto, ponieważ wybierała się Ona tam drugi raz. Odpowiedź brzmiała : "Jeśli lubisz przekraczać granicę i sprawdzać jakie masz możliwości osobowościowe to jedź". Zdecydowałam się. Obiecałam sobie, że jadę tam na 3 dni nie więcej...
3 dni przerodziły się w 2 tygodnie. Początki były okropnie trudne. Tak naprawdę jechałam w ciemno. Na miejscu dowiedziałam się co należy do moich obowiązków. Bałam się podejść i ukrywać moje załamanie patrząc na niepełnosprawnych. Jak tu się uśmiechać kiedy widzisz ludzi tak mocno kopniętych w d***  przez los. Na szczęście ułatwili mi to zadanie i sami podjechali wózeczkiem z wielką radością i mnóstwem pytań. Uśmiech... przytulas... Alleluja i do przodu jak to Oni powiadają ;) To tak pozytywni ludzie mimo swoich niedoskonałości ! Przez całą noc nie spałam myśląc, jak to możliwe ? Jak można być takim kochanym,dobrym, pozytywnym człowiekiem? Przecież Oni są tak ograniczeni. Magda ! Zobacz co Bóg dla Ciebie robi! W jakich sytuacjach Cię stawia. Może to po coś jest ? Może w końcu docenisz to co masz i przestaniesz narzekać na to, czego Ci brakuje. Zobacz jaka jest wiara wobec mnie tych osób niepełnosprawnych ? Popatrz na siebie. Ile czasu byłaś na mnie obrażona? Też mają taki żal do mnie jak Ty? Nie ! Dziękują mi. Dziękują za życie, za uśmiech, za słonce, za to, że mogą otworzyć rano oczy i za Ciebie też, że ich wysłuchujesz, dajesz swój czas, przytulasz i za to, że po prostu jesteś. Zobacz, ile ludzi było takich jak Ty. Takich, którzy nie akceptowali tego "gorszego" człowieka. On wcale nie jest gorszy od Ciebie, jest taki jak Ty. TO JEST CZŁOWIEK. Teraz przed Tobą ciężki okres, ale uwierz mi, będzie warto tylko... nie poddawaj się, bo wiem, że lubisz. ;) Taki monolog prowadziłam ze sobą nie raz. 
Na miejscu okazało się, że jestem najmłodszą wolontariuszką. Myślę, że gdyby nie pomoc Madzi ( znajomej z mojej miejscowości, o której wspominałam wyżej ) nie byłoby mi tak łatwo. Wsparcie i zrozumienie drugiej osoby jest zawsze ważne. To Ona, nauczyła mnie jak sobie tam radzić ze wszystkim. Każdy wolontariusz został przydzielony do jednego, dwóch lub trzech podopiecznych, w zależności od stopnia niepełnosprawności. Przez to, że byłam po raz pierwszy, opiekowałam się razem z Madzią - Anią. O tak Anią... Pewnie niektórzy wiedzą o jakiej Ani mówię. Taki "mały" słodziaczek  ;) Bez problemu podniosłam ją i brałam na barana ;) Mam nadzieję, że każdy zrozumiał mój sarkazm. Ania się nie obrazi. Akceptuje siebie taką jaką jest, a jest.. duża :) Pierwsze karmienie... mycie... przebieranie... dla 16-latki to był wielki szok. Jednak z dnia na dzień było coraz lepiej. Bywały momenty, w których miałam już dość. Czasem rozmowy były wykańczające. Jeśli druga osoba zauważyła, że może Ci zaufać otwierała się, wylewając łzy i pokazując jak jest mu czasem ciężko. Zwykle problemy dotyczyły akceptacji. Akceptacji niepełnosprawności w rodzinie czy ogólnie - w  otoczeniu i pytanie : Dlaczego ja? ...  Podczas rekolekcji było sporo modlitwy... z tym u mnie też bywało różnie. Każdy człowiek ma za sobą różne doświadczenia, te mniej bolesne i bardziej. W związku z tym, w tak młodym wieku czasem człowiek dochodzi do buntu i niezrozumienia pewnych rzeczy.  Bóg tak chciał. Bóg mnie nie rozumie. Bóg chce dla mnie źle. Boże przecież nie zasłużyłam na to. Boże ukaż tą osobę, która mnie skrzywdziła. Czy Ty w ogóle się mną interesujesz? Tylko mi zabierasz tego, czego potrzebuje. Dlaczego chcesz bym była nieszczęśliwa? Tak... milion pytań, milion żali i wielkie niezrozumienie. Kiedy nadszedł czas pierwszej wspólnej wieczornej mszy, nie dowierzałam w to co widzę. Każdy z nich był tak mocno skupiony na modlitwie, śpiewając pieśni nie zauważyłam nikogo, kto siedziałby z wycofaniem, smutkiem. Nie da się tego opisać. Ich wiara jest taka prawdziwa. No właśnie prawdziwa, mimo tego, że nie chodzą, nie dają rady sami zjeść, umyć się... A my? Jestem pewna, że gdyby mogli, wyskoczyliby z tych wózków i zaczęli tańczyć z radości przed Jezusem.
 Po kilku dniach  pobytu w Dąbrowicy moja rodzina odważyła się przyjechać i mnie odwiedzić. Zrobiło mi się przykro. Chcieli zabierać mnie do domu z przekonaniem, że jest mi tu źle, że ... powinnam na wakacjach odpoczywać w domu, spotykać się ze znajomymi a nie męczyć się tutaj, to żadna radość tylko męka. Tak samo było ze znajomymi. Patrzyli na mnie jak na idiotkę, kiedy opowiadałam im jacy Ci ludzie są wspaniali, jaki Bóg jest dobry, tylko my tego nie dostrzegamy. Przekonałam się, że nie warto opowiadać ze szczegółami tych wszystkich przeżyć. Uważam, że po przeczytaniu tego wpisu, niektórzy z Was poczują to samo. Trzeba to przeżyć, aby to wszystko zrozumieć. Dwa tygodnie minęły bardzo szybko, jednak wszyscy w serduchach pozostali. Rok temu również zdecydowałam się tam wybrać. Tak naprawdę nie wiem dlaczego i niech to zostanie tajemnicą. Myślę, że podróż po ich świecie dała wiele mi, jak i im. Niektórzy z nich mieszkają w Domach Pomocy Społecznej gdzie czują się całkiem samotni. Te dwa tygodnie to dla nich jak wygrana w totka. Cieszę się, że mogę czasem przekazać troszkę radości innym. Nauczyłam się od nich tam wiele. A czego tak naprawdę ? Tę tajemnicę zachowam dla siebie. Kiedy wróciłam do domu i przyszedł czas na zbieranie wszystkich myśli w kupę, pomyślałam ... - jak dobrze, że mogę się SAMA umyć. Nie żałuję żadnej sekundy, którą tam spędziłam. Jestem szczęśliwa, że mogłam dać im siebie, swój czas, serce i trochę czułości, którą każdy z nas w sobie nosi. Dla nas to nic, a dla nich tak wiele...
Troszkę się rozpisałam... Więc na zakończenie -  Nie bójcie się niepełnosprawnych, to tacy sami ludzie jak Wy. Zawierajcie z nimi znajomości, spotykajcie się i wspierajcie. Oni tego potrzebują tak samo jak Wy. Kochajcie ich mimo wszystko. Boga też ;) Bo naprawdę ... gdyby nie On to....  Aha - i ... nie bójcie się nowych doświadczeń, każde z nich wnosi coś do Waszego życia. Dostrzegajcie również ludzi, jakich Bóg stawia Wam na Waszej drodze. O tym też często zapominamy i nie doceniamy tego jakie dobre duszyczki krążą wokół nas i ile ciepła wnoszą w nasze życie, które nie zawsze jest usłane różami.
Zapraszam do obejrzenia zdjęć z rekolekcji, które znajdują się poniżej. 
Dziękuję za każde dobre słowo, które dostałam po przeczytaniu pierwszego wpisu. Nie spodziewałam się, że kogoś zainteresują takie "bazgrołki"... :)












                         







Komentarze

  1. Prawda jest taka, że tylko cierpienie sprawia, że potrafimy docenić to, co mamy... W przypadku niektórych ludzi wystarczy zobaczyć cierpienie innych, aby być wdzięcznym Bogu za nasze życie, ale innym nawet i to nie wystarcza. Ciągle narzekają, że "zła pogoda", "za dużo pracy" albo jeszcze setki innych, tak naprawdę błahostek.
    Ty jesteś wrażliwa, bo też swoje przeszłaś w życiu... Ale jeżeli miało z tego wyniknąć jakieś dobro to właśnie to, o czym teraz piszesz - potrafisz docenić to, co masz :)
    Podziwiam Cię za to, co robisz dla innych - mało jest ludzi z takim pięknym serduchem... Nie zmieniaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam ten wpis i rośnie moje wzruszenie, podziw, radość..Jesteś pięknym człowiekiem...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty